|
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Ulubione
|
niedziela, 07 czerwca 2009
byle do Indii reaktywacja
Po długiej przerwie, wynikającej z braku czasu, postanowiłam nadal wrzucać posty dotyczące przygotowań do naszej wyprawy. Ponadto powoli będą dochodziły nowe kategorie, m.in. rozmówiki polsko - słowackie (te właściwie wiszą już od wczoraj) oraz Francja i Włochy, które zamierzamy zwiedzić we wrześniu. W tym roku Indie odpadają, ponieważ urlop jaki dostaliśmy nie mieści się w przedziale pogodowym, jaki interesowałby nas w tej części świata. Być może wybierzemy się tam na Holi, albo po prostu w październiku przyszłego roku, kiedy to mamy zamiar wyjechać z Anglii. Trudno powiedzieć, choć jedno jest pewne - Indie podbijemy. Dodaję również kategorię Galeria Zdjęć, w której zamieszczę kilka fotek mojego autorstwa, tych bardziej ulubionych. W ramach rozrywki powstaje także kategoria Zbitka Nieprawdopodobna - w niej znajdziecie fragmenty mojej książki. Mam tylko skromną nadzieję na to, iż znajdę kilka chwil, aby poprawić layout bloga
sobota, 06 czerwca 2009
o karawanie
K: Gabulka jedziemy w październiku do Maroka? G: Czo to jest pażdżernik? K: Dziesiąty miesiąc... October G: A co to jest Maroko? K: Państwo w Afryce, na północy G: To jedziemy K: Ale pod namioty G: Nie, to ja wolę All Inclusive K: No to wy pojedziecie All Inclusive, my pod namiot i się spotkamy na jakiejś plaży, dobre? G: Dobre Po 10 minutach G: A może pojedziemy do Paryża karawanem? K: Co? Karawanem? G: No karawanem, a czo zle? K: Nie, no dobre... Tylko... G: Tylko czo? K: Tylko w Polsce karawanem to się trupy przewozi, ale możemy spróbować.
poniedziałek, 23 lutego 2009
Trasa zwiedzania - podejście pierwsze
Podejście pierwsze, bo pewnie wszystko ulegnie zmianie na miejscu. Nie planujemy ilości spędzonych dni w danym regionie Indii, jedyne ograniczenie czasowe, to przedział 1.10.2009 - 30.10.2009. Trochę krótko jak dla mnie, ale i tym się zadowolę.
Andamany i Rajastan są alternatywą. Chciałabym zobaczyć te dwa miejsca, jednak w pierwszej kolejności zawitamy na Andamany. Jeśli wystarczy nam czasu, to w drodze powrotnej podjedziemy do Rajastan`u. W kwestii bardziej szczegółowego wyznaczenia tras, to zajmę się tym w ciągu najbliższych kilku dni, ponieważ dopiero dzisiaj zakupuję przewodnik Lonely Planet - India Travel Guide :)
czwartek, 12 lutego 2009
Dziś mija 8591 dzień mojego życia w niecodziennej codzienności. Jako, że urodziłam się w piątek, to wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, iż cechuje mnie zniechęcenie przeszkodami oraz lenistwo. Poza tym piątek wg. astrologii jest dniem miłości i sztuki, więc co ja będę więcej pisała. Poniżej znak szczególny, jaki za, mam nadzieję, miesiąc-dwa będę mogła wpisać do paszportu. Ku czci mojego najukochańszego psa Achila, który był ze mną krótko, choć intensywnie.
środa, 11 lutego 2009
Trochę o szczepieniach
Zauważyłam, że mój blog podzielił się tematycznie na Indie i UK. Zatem wracając do Indii i samego już wyjazdu, poniżej wszystko o wymaganych szczepieniach. - błonnica i tężec - 32 zł (jeśli szczepienia były wykonywane terminowo, czyli wszystkie te, jakie mieliśmy robione w szkołach, wówczas szczepienie to ma ważność do 29 roku życia), - dur brzuszny - 173 zł (powinno się robić 2 tygodnie przed wyjazdem, ważność - 3 lata), - polio - 82 zł (ważność 10 lat), - żółtaczka A i B - 492 zł - 3 etapowa, każda dawka 164 zł (ważność 10 lat po przyjęciu dawki 3-etapowej, dawka 2-etapowa chroni organizm przez rok). Dawkowanie w odstępach 0 (przyjmując, że jest to dzień przyjęcia pierwszej dawki), następna dawka po 4-6 tygodniach i trzecia, ostatnia po 5-6 miesiącach. W przypadku szczepień przeciwko żółtaczce A i B można trafić na Żółty Tydzień, niestety nie są podane terminy na bieżący rok. - grypa - 44 zł - cena z ubiegłego roku (pani z SANEPID-u doradziła, że lepiej się zaszczepić, żeby dwa wirusy grypy się nie skumulowały), Nie wiem również, jakie są koszty szczepień w UK, ale się dowiem, bo i tak nie będę mogła zrobić wszystkich w Polsce. Przeciwwskazania do w/w szczepień: - ostra infekcja z przebiegającą gorączką, - choroba nowotworowa, - ciąża, - uczulenie na białko kurze, Polak Polakowi wrogiem?
Bardzo dużo mówi się o wzajemnym stosunku Polaków względem siebie. Zdecydowanie nie są to opinie pozytywne. Dlaczego? Trudno mi to powiedzieć. Jednak z moich obserwacji wynika, że to przede wszystkim strach przed utratą pracy jest najczęstszą przyczyną takich zachowań. Druga kwestia, to zazdrość o zarobki. Czyli przykładowo nie podoba mi się fakt, że pracuję więcej godzin od ciebie, a zarabiam mniej. Generalnie powinno być na odwrót. Skoro stanowimi tutaj tak spory odsetek emigrantów, to powinniśmy się wspierać. Nie mówię tu o wielkich przyjaźniach. Rzeczywistość jest trochę inna. Idziesz do pracy i traktowany jesteś jak intruz. Żadnej pomocy, tylko podstawianie nóg. Zdaję sobie sprawę z tego: - że większość osób nie przyjechała tu dla przyjemności, - że wkurzające są godzin pracy wraz z dojazdami do niej (jakieś 14-15 godzin dziennie), - że niektórzy zostawili swoje rodziny w Polsce i tęsknią. No ale to nas naprawdę to takich zachowań nie upoważnia. Wzajemna niechęć i rywalizacja to standard. Przyjaźnie nastawione przypadki to rzadkość. Choć zdarzają się, a przy tym umilają życie. Ja mam trochę inne podejście, więc może dlatego jest mi łatwiej. Może nie tyle inne podejście do mojego pobytu tutaj, co inny cel i to właśnie pozwala mi tutaj w miarę normalnie funkcjonować.
wtorek, 10 lutego 2009
Każdy kręci, jak może
Są różne metody kręcenia. W towarzystwie, samotnie w domu, pod wiatr, z wiatrem, jakkolwiek, żeby tylko pokręcić, a później móc się jakieś 7-8 minut delektować pokręceniem. W czym rzecz? W papierosach :) Proste, jak dla Brytyjczyków, dla Polaków to bardziej oznaka wstydu. I właściwie nie wiem dlaczego. W Polsce kojarzy się to raczej z brakiem pieniędzy. A z tego, co zauważyłam w UK to norma. Wyciągasz filtr, bibułkę, trochę tytoniu, kręcisz, kręcisz, kręcisz i z radością na twarzy podziwiasz swoje dzieło delektując się jego smakiem. Zapach jakoś do dzisiaj mi nie leży. Przyznam, że te skręcane smakują naprawdę dużo lepiej niż papierosy kupione w sklepie. Oczywiście nie mam na myśli jakiegoś podrzędnego tytoniu, tylko ten lepszy. Ale faktycznie, trochę zabawy z tym jest. PS. Żeby pokazać, jaki stosunek do świata mają Brytyjczycy (aby nie napisać, że raczej wszystko mają w dupie), przedstawię sytuację z dnia wczorajszego. Wychodzę na papierosa, oczywiście miejsce do tego wyznaczone (każdy tu tego pilnuje). Stoję, stoję, stoję. Palę, palę, palę. A tu nagle dwie kobiety z krzesełkami turystycznymi, termosami i torbami wypełnionymi jedzeniem i papierowymi ręcznikami, rokładają się między innymi palącymi. Wyciągają tzw. osprzęt, kręcą i z uśmiechem na twarzach mówią "lovely". Taki ich piknik w środku dnia :)
środa, 04 lutego 2009
Pakowanie plecaka
Może wyda się to dziwne, ale przed każdym wyjazdem plecak pakuję/ przepakowuję nawet do kilkunastu razy. Z pewnością, nie dlatego, że mam wrażenie, iż o czymś zapomniałam. Uwielbiam to i tyle. Listę rzeczy, jakie chciałabym ze sobą zabrać oraz te które ewentualnie trzeba dokupić robię zawsze w momencie, kiedy dowiaduję się o takim wyjeździe. Ten post będzie aktualizowany na bieżąco z racji tego, że część rzeczy muszę przywieźć z Polski, a część jeszcze dokupić. Zatem zaczynamy! RZECZY DO ZABRANIA z Polski
od siostry
do kupienia
Chwilowo to tyle, bo przyznam szczerze, że za wszesna to pora na tak intensywne myślenie.
wtorek, 03 lutego 2009
Dwupiętrowe autobusy
Pierwszy przejazd dwupiętrowym autobusem za nami. Było miło, zwłaszcza, że coniktóre gałęzie obijały się z hukiem o szybę autobusu. Oczywiście zajęliśmy najlepszą miejscówkę (na piętrze, pierwsze miejsca, czyli widok panoramiczny). Fajna sprawa z tymi autobusami, naprawdę. Zastanawiam się tylko, dlaczego np. w Warszawie takich autobusów nie puszczą do obiegu. Przecież po pierwsze - zwiększyłaby się ilość miejsc dla pasażerów, a po drugie można by było zmniejszyć ilość wjeżdżających samochodów do miasta. Jak dla mnie to mogłyby jeździć jedynie taksówki, straż pożarna, policja, karetki pogotowia, autobusy i trawaje. I nikt nie stałby w korkach. Ot taka moja filozofia. Jeszcze jedna rzecz mnie tu zaciekawiła. Mianowicie jedno wejście do autobusu, które poza tym, że jest wejściem jest również i wyjściem. Każdy przy wchodzeniu okazuje ważny bilet, bądź go niejednokrotnie kupuje bezpośrednio u kierowcy. Nie ma tu tzw. polskich kanarów i można płacić nieodliczoną sumą (kierowca bez problemu wydaje resztę). Jedynym mankamentem komunikacji miejskiej w UK są strasznie wysokie ceny biletów. |